Niezapomniany Rejs na Komodo – Przygoda, Którą Musisz Przeżyć!

🔹 Chcesz więcej podróżniczych inspiracji? Śledź moje przygody w najdalszych zakątkach świata!

📌 Facebook: Ola z Plecakiem – dołącz do społeczności podróżników.
📌 Instagram: @olazplecakiem – zobacz moje zdjęcia z podróży i odkryj niezwykłe miejsca.

Zaobserwuj, aby nie przegapić kolejnych relacji i porad dla miłośników nieoczywistych kierunków.


//wyjazd lipiec 2015
//waluta Indonezji rupie indonezyjskie ozn. IDR. Kurs 1 IDR = 0,00028 PLN czyli 100 000 IDR to 28 zł


Rejs na Komodo wykupiłyśmy dwa dni wcześniej w agencji turystycznej w Senggigi.

Ekscytujący Początek Wyprawy

Umówionego dnia rano pod hotel podjechał busik, który miał zabrać nas na rejs. Po drodze zbieraliśmy kolejnych uczestników – nie tylko tych płynących na Komodo, ale także na Gili, Bali i inne wyspy. Po około pół godzinie dotarliśmy do punktu przesiadkowego – restauracji połączonej z agencją turystyczną. Okazało się, że nasza grupa musi poczekać dwie godziny, co dało nam czas na spokojne śniadanie.

Po upływie tego czasu przeszłyśmy na przystań. Na szczęście nasze plecaki zabrano wcześniej, więc droga zajęła nam jedynie 10 minut. Wejście na statek okazało się nie lada wyzwaniem – trzeba było wskoczyć z pomostu, ale jakoś dałyśmy radę.

Rejs Pełen Emocji – Pierwsze Wrażenia

Statek pędził po falach jak szalony, a ja szybko przekonałam się, że cierpię na chorobę morską. Nie byłam jedyna – wielu uczestników rejsu leżało, z bladymi twarzami, na materacach i marzyli o śnie, żeby choć na chwilę nie czuć mdłości. Większość z nas wykupiła miejsca na górnym pokładzie (decku), który nie był podzielony na kajuty.

Na lunch podano smaczne danie – choć nie były to owoce morza, jak się spodziewałam. Po posiłku większość uczestników ponownie walczyła z chorobą morską. Nie pamiętam nawet, co było na kolację – czułam się fatalnie. Jedyny postój, jaki był tego dnia, to postój na podziwianie zachodu słońca.

Odkrywanie Tajemniczej Wyspy Moyo – Wodospad i Snorkeling

Drugiego dnia poczułam się dużo lepiej. Na śniadanie były naleśniki z bananem polane czekoladą – pyszne! Pierwszy przystanek to wodospad na wyspie Moyo. Aby do niego dotrzeć, trzeba było dopłynąć z łodzi na brzeg, co nas zdziwiło. Angelika nie czuła się na siłach i poprosiła o podwiezienie łódką, czym zaskoczyła naszego opiekuna.

Trekking do wodospadu był łatwy, a sam wodospad – ładny, choć nie zapierał tchu w piersiach. Ominęłam wspinaczkę na skały przy wodospadzie, uznając, że byłoby to dla mnie zbyt ryzykowne. Wróciłyśmy na brzeg morza, razem z grupą innych, którzy nie podjęli tej karkołomnej wspinaczki. Ja trochę posnurkowałam, Angelika popływała i znowu wróciłyśmy na statek. Ja wpław razem z innymi, a Angelika łódką (wygodnicka ;))

Tajemnicza Wyspa Satonda i Spotkanie z Morskimi Niebezpieczeństwami

Kolejny przystanek – wyspa Satonda ze słonym jeziorem. Jak tam było? Niestety, nie mogę Wam napisać. Dlaczego? To było tak.

Statek, znowu zatrzymał się w sporej odległości od wyspy. Opiekun kazał nam do pudełka włożyć aparaty i samemu z maską do snurkowania płynąć w stronę wyspy. Na moje nieśmiałe pytanie, a co z butami odpowiedział ze śmiechem, że tam się chodzi boso. No to ok.

Wchodzę do wody i płynę w stronę wyspy. Jest do niej kawałeczek, więc z utęsknieniem czekam, aż nogami dosięgnę dna. Gdy uznałam, że już będę w stanie, spróbowałam dotknąć dna, ale w jednej sekundzie poczułam ból. No to znowu spróbowałam płynąć, ale tym razem z ledwością, bo ból się nasilał. Dopłynęłam do miejsca, gdzie mogłam usiąść, podniosłam nogę i spróbowałam nie ryczeć z bólu. Obok mnie przechodziła kobieta z mojego statku, zobaczyła co się dzieje i zawołała pomoc.

I tak zostałam przeniesiona na brzeg, jeden z marynarzy zaczął wysysać jad (?) z mojej stopy, bo uznali, że to nie koral, ale jakieś zwierzę, stopa została posmarowaną jakimś ichnim dziadostwem i obłożona lodem. Po pewnym czasie ból zmalał, ale wciąż bolało jak chol…., tzn. bardzo. Litościwie zostałam odwieziona łódką na statek i tam sama zajęła się swoją stopą.

Zaczęłam od przepłukania stopy czystą wodą (wcześniej nikt nie uznał tego za konieczne) i skoro uznali, że to zwierzę posmarowałam stopę Fenistilem i obwiązałam bandażem. Po 15 min było zdecydowanie lepiej, bolało, ale znośnie. I w sumie na tym skończył się mój dzień. Skończyło się snurkowanie i pływanie. Pozostało tylko podziwiać widoki za burtą.

Dzień Pełen Wrażeń – Trekking, Spotkanie z Mantami i Różowa Plaża

Ponownie w nocy statek płynął jakby coś go goniło, więc nikt rano nie był wyspany.

Następnego ranka czekała nas wspinaczka na niewielką, ale stromą górę. Tym razem statek podpłynął pod sam brzeg, ale to wcale nie ułatwiło zejścia na ląd, bo trzeba było zeskakiwać z dzioba statku.

Widoki były przepiękne, choć zejście było dość trudne – śliskie kamienie utrudniały marsz.

Magiczne Spotkanie z Mantami – Gigantami Oceanów

Kolejnym punktem programu było polowanie na manty – olbrzymie płaszczki, które mogą osiągać nawet 7 metrów rozpiętości! To majestatyczne stworzenia, które poruszają się w wodzie z niezwykłą gracją. Grupa zaopatrzona w sprzęt do snurkowania pływała w poszukiwaniu tych imponujących zwierząt. Niestety, ominęła mnie ta atrakcja, bo po incydencie z nogą nie chciałam już wchodzić do wody.

Różowa Plaża – Bajeczny Raj na Ziemi

Z daleka nie wyglądała spektakularnie, ale gdy dopłynęliśmy, jej niesamowity kolor stał się wyraźny. Piasek miał wyjątkowy, różowawy odcień, a do tego okolica zachwycała rafami koralowymi. Spędziliśmy tu sporo czasu, pływając i opalając się. Wieczorem mogliśmy się wreszcie wykąpać w słodkiej wodzie – co za ulga po kilku dniach „kociego mycia”!

Na wieczór zatrzymaliśmy się w okolicach wioski rybackiej, z której po chwili przypłynęli okoliczni sprzedawcy pamiątek.

Po raz kolejny mogliśmy obserwować przepiękny zachód słońca, a także… przepływające delfiny.

I po tej atrakcji latające lisy (nietoperze) już nie wydawały się aż tak atrakcyjne

Spotkanie z Legendarnymi Smokami z Komodo!

W końcu dotarliśmy do celu naszej podróży – na Wyspy Komodo i Rinca, gdzie żyją słynne warany. Na Komodo przewodnicy od razu uprzedzili nas, że mamy szczęście, jeśli zobaczymy jakiekolwiek warany – większość ukrywała się w głębi wyspy z powodu okresu godowego. Spotkaliśmy tylko dwa i miałam wrażenie, że nasi przewodnicy doskonale wiedzieli, gdzie je znaleźć.

Na Rince było znacznie ciekawiej – zobaczyliśmy pięć waranów, a przewodnicy opowiadali nam mnóstwo ciekawostek o lokalnej faunie i florze. Największą atrakcją było obserwowanie warana, który… chodził – większość po prostu leniwie leżała.

Po zakończeniu zwiedzania popłynęliśmy do Labuan Bajo – rejs dobiegł końca.

Podsumowanie – Czy Warto Wybrać się na Ten Rejs?

Koszt rejsu

Cena czterodniowego rejsu zaczyna się od 1 800 000 IDR, nam udało się znaleźć ofertę za 1 700 000 IDR. Ostatniego noclegu nie wykorzystałyśmy – marzyłyśmy o prysznicu i wygodnym łóżku.

Plusy:

✔ Przepiękne widoki i kontakt z naturą. ✔ Możliwość snurkowania w wyjątkowych miejscach. ✔ Spotkanie z waranami z Komodo. ✔ Różowa plaża – jedno z najpiękniejszych miejsc w tej części świata.

Minusy:

❌ Brak łazienki i problem z higieną. ❌ Konieczność dopływania do brzegu wpław – trudność dla osób nieumiejących pływać. ❌ Choroba morska – statek momentami kołysał się bardzo mocno.

Czy warto?

Mimo niedogodności zdecydowanie polecam ten rejs! To przygoda życia, pełna niezapomnianych widoków i wyjątkowych doświadczeń. Jeśli nie przeszkadza Ci brak wygód i lubisz przygody – Komodo jest dla Ciebie!

0 thoughts on “Niezapomniany Rejs na Komodo – Przygoda, Którą Musisz Przeżyć!

  1. Chyba każdy na lekcjach geografii uczył się o Komodo. Chyba sporo też osób zamarzyła sobie wtedy, by się tam udać i na żywo zobaczyć "smoki". Super, że Tobie się to udało i miałaś okazję się tam znaleźć 🙂

  2. Zazdroszczę wyprawy, mimo tych minusów i tego, ze też przeżywałabym chorobę morską. Chętnie też pobudziłabym się wśród takich widoków:)

  3. Kurde – moją przygodę z Indonezją ostatnim razem byłem zmuszony zakończyć na Bali i Komodo zostawić "na następny raz". Niniejszym okazało się, że tęsknota jest wciąż żywa ;).

  4. Wciągająca relacja i te widoczki, przepiękne! Niestety dinozaurom w przebraniu i dzikim pszczołom mówię stanowcze nie! Chyba bym dostał zawału w pobliżu takiej gadziny 😛

  5. Ja akurat choroby morskiej nie posiadam, ale widziałam po niektórych, że da się z niej wyleczyć. Także nie przejmuj się, to był jeden raz. Może następnym będzie lepiej. Swoją drogą, duży wiatr wtedy był? Jak to się przekładało na fale? Były duże? PS. Smoki są przecudowne. Marzę by je również zobaczyć!

  6. My Indonezję poznaliśmy tylko przez Bali, ale mocno zastanawialiśmy się nad wycieczką na Komdo. I teraz nie wiem czy żałować, bo ja mam okrutną chorobę morską i po kilku godzinach na takiej łodzi mam ochotę rzucić się w wodę, a co dopiero kilka dni?! 😉
    Za to warany cudne i… poszukamy chyba kiedyś innej opcji dostania się tam, ale coś wymyślimy! 😉

  7. Niezła wycieczka i świetne widoki! Zazdroszczę 🙂 Co do stopy, to być może stanęłaś na jeżowca? To niegroźne, ale baaaaaardzo nieprzyjemne i bolesne.

  8. Rejs prezentuje się przednio! Sam lubię od czasu do czasu wybrać się na taką wycieczkę, szczególnie, gdy takie widoki gwarantowane!

  9. Ile można patrzeć na piękne widoki?
    No ja mogę długo, bo rzadko mam okazję tylko patrzeć i nic nie robić, a to fantastyczny czas – oczy się cieszę, a człowiek sobie może w spokoju, nic nie robiąc, pomyśleć 🙂

  10. Z chorobą morską jest tak, że nigdy nie wiadomo kiedy cię dopadnie, Podobno czym dłużej się pływa tym jest lepiej.
    Jeżeli chodzi o rejs na Komodo to mnie zaskoczyłaś tym, że do większości atrakcji trzeba sobie dopłynąć ze statku. A co z osobami co nie potrafią pływać lub jak ktoś podróżuje z małym dzieckiem? Jest inna forma dostania się na ląd? Pisałaś o jednorazowej sytuacji z Angeliką jednak czy tak można było codziennie? Liczyli sobie za to dodatkową opłatę?

  11. Niestety nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że można domagać się łódki na ląd. Nie wiąże się to z dodatkową opłatą.
    Po prostu rejs to przede wszystkim snurkowanie, więc kapitan założył, że wszyscy dobrze pływają i poradzą sobie z dopłynięciem na brzeg.

  12. Jeżowiec, nie jeżozwierz 😀 Jeśli ryba to być może płaszczka z kolcem w ogonie, też mało przyjemne doświadczenie…

  13. Cześć a co dalej po dobiciu do Labuan Bajo – zostałyście tam na wyspie czy wracałyście na Lombok? Czy jest opcja żeby zabrać się z powrotem na Lombok na łódce, którą się przypłynęło? Wtedy co prawda robi się w sumie 8 dni, chyba że są inne opcje na powrót

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *