UBUD – DZIEŃ PIERWSZY

 Noclegi w Ubud
Ubud miało być wypoczynkiem. Odpoczynkiem po nieprzespanych nocach i ciągłym przemieszczaniu się. Zatem pierwszego dnia postanowiłyśmy dużej postać i spałyśmy do…. 8 🙂 Śniadanie miałyśmy w cenie – tosty zapiekane z bananem, więc nie musiałyśmy szukać czegoś na mieście.
wejście do naszego guesthouseu

widok z naszego domku

nasz domek
nasze śniadanie
A potem ruszyłyśmy w stronę Monkey Forrest, a dokładnie  Sacred Monkey Forest Sanctuary czyli naturalnego rezerwatu z olbrzymimi drzewami i hinduskim kompleksem świątyń. Jest to piękny las z przepięknymi świątyniami i irytującymi małpami. Małpy są oczywiście główną atrakcją tego lasu, ale trzeba na nie uważać. Wskakują na plecy, głowę, jak zauważą coś co chcą mieć zaczynają pokazywać zęby i mogą ugryźć. Sama byłam świadkiem, jak jednej turystce jedną małpa ukradła pudełko czegoś i uciekła na drzewo. Mi jedynie wskoczyła na plecak i ukradła chusteczki. Najśmieszniejsze było to, że jak mnie te stworzenia wkurzały to krzyczałam na nie i je przeganiałam. Na co Angeliką reagowała przerażeniem, bo bała się, że zdenerwuję te biedne małpki i mnie ugryzą 😉
w Monkey Forrest
na wejściu można kupić banany w cenie razy 20 ceny na mieście

święte źródełko

 

wrednoty

trzeba uważać na te „milusińskie” małpki, bo to są sprytni złodzieje.

co tam jest w tej kieszonce?
 
niektóre pozwalały sobie na bardzo wiele 😉
Po Monkey Forrest postanowiłyśmy coś zjeść. Nie, nie, nie małpę 😉 Znalazłyśmy jakąś tanią knajpę i zamówiłyśmy lokalne specjalności. Po raz kolejny jedzenie lepiej wyglądało niż smakowało.
jedzonko 🙂
Po obiedzie ruszyłyśmy w stronę Ubud Palace, ale szło nam to naprawdę opornie. Co chwilę się zatrzymywałyśmy, bo w tym mrowiu sklepików ciągle coś ciekawego któraś z nas wypatrzyła. I tak doszłyśmy do bazaru, gdzie już naprawdę nie mogłyśmy go nie odwiedzić.
na ulicach Ubud
 
czasami trudno określić czy to świątynia czy po prostu gusthouse
kapliczka 😉
wejście do sklepu
kupić, nie kupić?
ręcznie robione cuda
a na targu
organizacja pomagającą psom na Bali. Widziałyśmy takie dwie.
Na szczęście Ubud Pałace jest prawie naprzeciwko marketu, więc spokojnie w końcu tam dotarłyśmy. Ciekawostką w Pałacu jest to, że wciąż tam mieszka lokalna rodzina królewską, więc wiele miejsc jest tam niedostępnych dla zwiedzających.
w Ubud Palace
Po Ubud Pałace doszłyśmy do kolejnej świątyni, w której nikogo nie było przez co wydawała się dużo ciekawsza.
Wracając z powrotem w stronę głównej ulicy zaczepili nas sprzedawcy biletów na tradycyjne balijskie tańce. Wybrałyśmy Kecak. Cena za wstęp 75 000. Show miał się rozpocząć o 19.30, więc miałyśmy jeszcze trochę czasu. Zatem znowu zeszłyśmy do kolejnej świątyni. Ogólnie w Ubud jest bardzo dużo świątyń, a każda ma swój urok. Nawet guesthousey są stylizowane na takie świątynię.
kolejne świątynię, których nazw nie pamiętam
Na pokazie byłyśmy pół godziny przed rozpoczęciem. Sam Kecak ma swój urok, ale godzina to zdecydowanie za dużo.
kecak
Po występie ja jeszcze zahaczyłam o lokalne jedzenie i wróciłyśmy spać 🙂

2 thoughts on “UBUD – DZIEŃ PIERWSZY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *