Z BUKIT LAWANG PRZEZ MEDAN I DŻAKARTĘ DO YOGYAKARTY

Po powrocie z dżungli zostałyśmy zakwaterowane w Hotel Orangutan czyli hotelu, który jest jednocześnie domem naszego przewodnika Ryckyego. Niestety nie był już to tak fajny hotel, jak ten poprzedni w Bukit Lawang. 
Po zmyciu całego brudu z dżungli, przebraniu rzeczy ruszyłyśmy na spacer po Bukit. Znowu połaziłyśmy po sklepach, zrobiłyśmy owocowe zakupy no i poszłyśmy coś zjeść. Wybrałyśmy lokalny bar, ale jedzenie nie było tam ani za dobre ani za świeże. 

to nie było dobre

 

Potem wróciłyśmy do naszego pokoju i zaczęłyśmy się pakować. Największy problem miałyśmy z ubraniami, które wcześniej wyprałyśmy, bo na skraju dżungli nic nie schnie. I w ten sposób każda z nas miała po ostatniej bluzce i marzyłyśmy o pralni 🙂 

w czasie pakowania, Angelika zamarzyła o herbacie 😉

 

Wyjazd z Bukit Lawang miałyśmy zaplanowany na 2.30 w nocy (zawieźć do Medan miał nas ojciec Ryckyego za 150 000 od osoby). Ja zatem postanowiłam chociaż te parę godzin się przespać, a Angelika uznała, że nie warto. O 2 w nocy przyszedł Rycky wraz ze swoim bratem Apri (chyba). Rycky chciał się z nami pożegnać i jeszcze kilka razy wystraszyć Angelikę mówiąc, że łazi po niej mrówką (uwierzycie, że ona wciąż się dawała na to nabrać i za każdym razem piszczała że strachu?), a Apri pomógł nam zabrać się z bagażami do samochodu.
Droga do Medan tym razem trwała niecałe 3h. I już przed 6 byłyśmy na lotnisku, a wylot miałyśmy o 8.40. Znowu coś zjadłyśmy na lotnisku, ją trochę pokimałam na krzesełkach lotniskowych i znowu samolot i 2 godzinny lot. 
 
na lotnisku w Medan
 

 
Po wylądowaniu postanowiłyśmy jechać na dworzec, bo do Yogyakarty chciałyśmy pojechać pociągiem. Na dworzec postanowiłyśmy pojechać autobusem miejskim ( cena 40 000). Zaraz po wyjściu z lotniska skręcamy w lewo i idziemy do pomieszczenia, gdzie sprzedają bilety. Jedziemy prosto na dworzec Gambir.
 
Angelika w autobusie, miejsc dla nas brakło 🙂
 
Po dojechaniu na dworzec przez chwilę nie widziałyśmy w jakiej kolejce się ustawić, ale usłużni Indonezyjczycy najpierw kazali nam wypełnić formularz rezerwacji biletu i wtedy ustawić się w kolejce. Po dojściu do okienka sprzedawca oznajmił nam, że z powodu zbliżającego się święta (koniec ramadanu) biletów nie ma na najbliższe 3 dni. Krótko pisząc: byłyśmy w czarnej d…. Na szczęście kasjer doradził nam udać się na dworzec autobusowy. 

 odjazdy z Dżakarty
 
 formularz rezerwacji biletu
 
Pojechałyśmy tam autobusem miejskim płacąc za bilet po 20 000. Na miejscu okazało się, że nie będziemy miały problem z transportem, ale cena nas przeraziła. 450 000 RP. I znowu z powodu zbliżającego się święta ceny znacząco wzrosły. Nam udało się znaleźć bilet za 310 000, ale nie polecany oszczędzać na takim transporcie. Dlaczego? Sprzedawca powiedział nam, że wyjazd będzie o 16.00. O 15.50 byłyśmy w umówionym miejscu i nic tam się nie działo. O 16.10 dalej nic się nie działo. Zdenerwowanie, że ktoś nas oszukał podeszłyśmy do kierowcy. Ten, że tak, to ten autobus. Na pytanie, to dlaczego nie jedziemy, on odpowiedział, że ruszymy o 17.00, a 16 to była godzina umowna. Po lekkiej awanturze wpuścili nas do autobusu. O 17.00 zaczęli się schodzić pierwszy ludzie, o 18 wciąż staliśmy w miejscu. O 18.50 ruszyłyśmy, przejechaliśmy jakieś parę metrów, znowu bus się zatrzymał i jakiś pan kazał wszystkim wychodzić, bo to nie ten autobus. Znowu wkurzone do osoby zarządzającej tym całym bajzlem o co chodzi, a on na to, że ruszymy o 20… chyba. Na szczęście wkrótce podjechał nowy autobus i wyruszyłyśmy parę minut po 19. 
 
czekając na autobus

 

 
tak wygląda człowiek po paru godzinach czekania 

 

Yogyakarcie byłyśmy po 8. Złapałyśmy taksówkę i pojechałyśmy za 60 000 w boczną uliczkę głównej ulicy. Przez jakieś 20 min chodziłyśmy od hotelu do hotelu szukając czegoś taniego i z nośnego. Trafiłyśmy do hotelu Monica 🙂
Inne hotele w Yogyakarcie >>>TUTAJ<<<



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *